Historia

(odc. 2)

- Mówiłam Ci, zrób coś z tym kolanem! Maść jakąś albo tabletki sobie kup… nie, Ty wolisz zrzędzić, że Cię kolano napierdala. I skąd wziąłeś tę laskę? Pewnie z oszczędności na struny i kable… – Pathy twierdziła, że palenie ją uspokaja. W przeciągu godziny spaliła już trzy papierosy i sięgała po czwartego, wcale nie była spokojna.
- Przestaniesz mnie opierdalać czy mam wyjść? – W głosie Wolanda dało się słyszeć wzruszenie, doceniał to, że dziewczynka z zapalniczką wyraża zainteresowanie jego kontuzją.

Siedzieli w dusznym, zadymionym pubie, przy małym, drewnianym stoliku, popijali zimne piwo. Pathy wpatrywała się w rzędy kolorowych, szklanych butelek ustawionych na pułkach za barem. Woland wydłubywał właśnie kolejną dziurę w skurzanej tapicerce starego fotela. Z głośników cicho sączyły się dźwięki Massive Attack.

- To ja idę do kibla. – Powiedział basista podnosząc się powoli.
- Tylko się nie zesraj. – Słowa wypowiedziane przez gitarzystkę brzmiały jak błogosławieństwo.

***

Mijały kolejne minuty a Woland nie wracał.
– Pewnie sra. – Pomyślała Pathy.
Właśnie dopijała piwo za pięć dolarów gdy rozległ się krzyk
- Zachowajcie spokój, to jest napad! A niech się jakiś chuj ruszy, to rozwalę każdego skurwysyna po kolei! – Mężczyzna z pistoletem wskoczył na bar, znajdował się dokładnie naprzeciw Pathy.
- Z kasy wyskakuj! Słyszysz co do Ciebie mówię?!?! No dawaj kurwa forsę!! – wydzierał się napastnik, mierząc do gitarzystki z pistoletu.
- Chyba Cie popierdoliło, właśnie kupiłam najdroższego browara w mieście, skąd mam wziąć kasę?
- No to… no to kurwa nie wiem! Drobne przynajmniej! – Nalegał napastnik.
- Spokojnie szefowo, jego pistolet nie jest nabity! – Krzyknął Woland. Basista stosunkowo dobrze opanował kuśtykanie o lasce i szybko doszusował do gitarzystki.
- Zaraz Ci kurwa łeb rozpie… – napastnik wykonał gwałtowny obrót i umieścił lufę pistoletu przed nosem basisty, ale nie pociągną za spust.
- Skąd wiedziałeś, że nie jest nabity? – Zapytał za zdziwieniem napastnik.
- Jesteś perkusistą a ja wychodzę z założenia, że wszyscy perkusiści kłamią.
- No kurwa, jasne, że nie jest nabity, chciałem tylko świsnąć kasę, żeby kupić sobie perkusję. Ja pierdolę, zawsze ktoś musi wejść mi w drogę. W ten sposób nigdy nie kupię perki…
- Jak Ty się w ogóle nazywasz? – Pathy przerwała wywód napastnika.
- Wszyscy mówią na mnie Johnny.
- Łap! – Pathy rzuciła Johnnemu kluczyki do samochodu. – Jedziesz z nami, Ty prowadzisz.

Wyszli z pubu i wsiedli do zaparkowanego na chodniku czarnego Buicka Electra – Johny na miejscu kierowcy, Pathy na fotelu pasażera, Woland na tylnym siedzeniu.
- Gdzieś już widziałem to auto. Czyja to fura? – Zapytał Johnny.
- To nie fura, to Buick. – Sprostował basista.
- Ok., czyj to buick?
- Mike’a.
- A kim jest Mike? – Johnny  odpalił silnik, podał Pathy swój pistolet.
- Mike’a już nie ma. – Woland uciął temat.

- To gdzie właściwie mam jechać? – Spytał perkusista.
- Jedźmy do riffa. Rozpierdolimy tych frajerów i weźmiemy sobie jakąś fajną perkę. – Poleciła Pathy.

Nikt nie wyraził zastrzeżeń, wyruszyli.
- Jedna rzecz mnie zastanawia. – Pathy obróciła się w stronę Wolanda, bawiła się bronią perkusisty. – Skąd wiedziałeś, że Johnny jest perkusistą?
- Kiedy szedłem do kibla w knajpie leciał kawałek Massive Attack a on wystukiwał beat nogą. Pomyślałem, że albo to zespół Cushinga albo toczeń albo po prostu on jest perkusistą. Zespół Cushinga wykluczyłem, ponieważ w pubie nie podają glikokortykosterydów a poza tym, jedynym zespołem tam był Creamer. Toczeń odrzuciłem, gdyż występuje niezwykle rzadko. Byłem pewien, że jest perkusistą.

Mam prośbę, czy mogłabyś skierować lufę pistoletu w inną stronę? Nikt nawet nie sprawdził czy na pewno nie jest nabity a jak rozwalisz mi łeb, to kto będzie wydłubywał kawałki czaszki z tapicerki…?

Historia odc. 1

Komentarze są wyłączone Wspomnij na Twitterze

 

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.